Cukier, konspiracja i tragedia - jak akcja “Amor” rozdarła Ostrowiec

Cukier, konspiracja i tragedia - jak akcja "Amor" rozdarła Ostrowiec

FOT. Muzeum Ostrowiec Świętokrzyski

W okupowanym Ostrowcu Świętokrzyskim jeden plan miał dostarczyć podziemiu cenny zapas cukru, a skończył się krwawo i na długo wpisał się w miejską pamięć. 6 lipca 1943 roku oddział ostrowieckiego Kedywu uderzył na fabrykę cukierków „Amor” przy ulicy Polnej - dziś o tej historii przypominają muzealne zbiory i szkolna tablica. 📍

  • Akcja “Amor” zaczęła się od brawurowego planu, a rozpadła przez jeden detal
  • Gdy “Amor” pękł, w Ostrowcu posypały się strzały i ofiary
  • W Ostrowcu ta pamięć nie zniknęła wraz z wojną

Akcja “Amor” zaczęła się od brawurowego planu, a rozpadła przez jeden detal

To miało być uderzenie szybkie i dobrze skrojone. Dwa tygodnie wcześniej ustalono uczestników, rozdzielono zadania i przygotowano fałszywe dokumenty, które miały otworzyć drogę na teren zakładu bez wzbudzania podejrzeń. Celem był cukier - zdobycz, którą planowano przewieźć do Warszawy , sprzedać i przeznaczyć pieniądze na broń oraz wsparcie dla rodzin aresztowanych i straconych ludzi podziemia.

Za całość odpowiadali konkretnie wyznaczeni konspiratorzy. Dowódcą miał być Czesław Szymański “Wiaruchna”, konwojentem Zbigniew Domański “Doman”, a za ludzi potrzebnych do załadunku odpowiadał Władysław Ciepielewski “Kudłaty”. W dniu akcji sytuacja się jednak skomplikowała - Szymański nie zjawił się w wyznaczonym miejscu, a jego rolę w ostatniej chwili przejął Mieczysław Wąs “Rogacz”.

Gdy “Amor” pękł, w Ostrowcu posypały się strzały i ofiary

Początek wyglądał jak scenariusz udanej operacji. Dwa samochody ciężarowe przejechały pod szlabanem, teren został opanowany, a łączność przerwana. Załogę fabryki zamknięto w przyzakładowej komórce, ale właśnie tam krył się szczegół, który przesądził o wszystkim - było w niej okno.

Walenty Wróblewski, jeden z pracowników, wybił szybę i zaalarmował przechodzącego obok żandarma. Gdy konspiratorzy kończyli ładować cukier na samochody, od strony sąsiedniej placówki żandarmerii padły strzały. Od tej chwili nie było już mowy o sprawnej akcji, tylko o walce o przetrwanie.

Zginęli kolejno Adam Łygan, Wacław Bąk, Władysław Ciepielewski, Bogusław Baranowski i Wacław Pogodziński. W trakcie wymiany ognia Ciepielewski przed śmiertelnym postrzałem trzymał jeszcze granat, który “Rogacz” wyrwał mu z ręki i rzucił w stronę Niemców - chwilę później sam poległ. W efekcie akcja zakończyła się katastrofą, a jej bilans był bolesny: sześciu zabitych, czterech zatrzymanych i wysłanych do Auschwitz oraz trzech zabitych i dwóch rannych po stronie niemieckiej. 🕯️

W Ostrowcu ta pamięć nie zniknęła wraz z wojną

Historia „Amora” nie została tylko w archiwalnej notatce. Dawne zabudowania fabryki po wojnie stały się częścią szkolnej przestrzeni, a w 1966 roku na ścianie obecnego budynku LO nr II im. J. Chreptowicza odsłonięto pamiątkową tablicę. To jeden z tych miejskich znaków, obok których łatwo przejść bez zatrzymania, a przecież niosą za sobą całe pasmo wojennych losów.

W zbiorach Muzeum Historyczno-Archeologicznego w Ostrowcu Świętokrzyskim zachował się też fragment opakowania po herbatnikach produkowanych w fabryce „Amor”. 📚 Niewielki przedmiot, a jednak robi swoje - przypomina, że za wojenną operacją stało konkretne miejsce, zwykła fabryka i ludzie, którzy mieli własne zadania, ryzyko i cenę do zapłacenia. To właśnie dlatego akcja z 1943 roku wciąż mocno wybrzmiewa w lokalnej historii Ostrowca Świętokrzyskiego.

na podstawie: Muzeum Ostrowiec Świętokrzyski.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (Muzeum Ostrowiec Świętokrzyski). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.